czwartek, 1 listopada 2012

Pamięci Dziadka Michała - w chmurach

Dzisiaj taki szczególny dzień, bo ciemno, zimno, wietrznie i deszcznie - a i tak wszyscy patrzą w niebo.
I ja też patrzę cały dzień i przychodzą do mnie i mówią, że są ode mnie.
Nie wszystkich znam, ale i tak się za nich pomodlę
Dziadek Michał też przyszedł.
Pogwizdał  i poleciał.
I tak wie, że się znowu spotkamy, w czasie szusowania po Alpach, gdy zobaczę znowu drogowskaz Murnau 34 km.
Dziadek Michał, wzięty do NIEMIECKIEJ niewoli spędził tam 6 lat w Oflagu i jakże mógł przypuszczać, że Zugpitze z jego lodowcem,
szczyt na który beznadziejnie patrzył całą wojnę, stanie się dla mnie miejscem wyjazdów narciarskich.
Tam napisał dla swojej córki, mojej Mamy, swoją pierwszą książkę. Ilustrowaną ręcznie kredkami, z opowiadaniem Szklana Góra. Jeżyk Żołnierzyk ciągle żyje i ratuję swoją Królewnę.
Albo kiedy wrócę do jego książek i tomiku wierszy.
 Michał Mędlewski
 
Leśny pacierz
Zaspane słońce ciepłem gładzi drzewa
na scenę wchodzą pierwsze ptaki chóru
zielone świerki współczują modrzewiom
brzozy odmawiają poranne pacierze
wiosna z wypiekami na sosnowej twarzy
wraca przez paprocie z nocy świętojańskiej
w bukowym przestworzu mgła siwa
się snuje
konwalie dzwonią na mszę leśnych ptaków


Choinka z Wielonka

Przyszła do mnie choinka
ta z dziecięcych lat
nie miała bombek i anielskich włosów
nic nie mówiła i nie śpiewała kolęd
tylko zielonym zagajnikiem pachniała
gałązki podnosiła ku niebu
roziskrzonymi gwiazdami
a potem cicho zapłakała
zeschniętymi igiełkami

zatęskniła za rudą wiewiórką
co w puszystym ogonie
nosi zawsze radość


Pytałem

Pytałem Sokratesa o cel filozofii
zdobycie cnoty powiedział bez zająknięcia
Arystoteles mówił
o spekulatywnym poznaniu bytu
święty Tomasz rozprawiał najdłużej
o odtworzeniu w duszy
całego porządku wszechświata
potem Chrystusa pytałem
w wiejskim kościele
rozkrzyżował ręce pochylił głowę
i nic nie odpowiedział

a ja myślę

że w tym geście
i w tym milczeniu jest cała mądrość świata


Janek ze Starej Dąbrowy

Janku ze Starej Dąbrowy czy pamiętasz
nasze bose wędrówki do żabiego stawu
wtedy umieliśmy wszystko na pamięć
i wierzę w Boga i siedem grzechów głównych
wiedzieliśmy jak podawać koniom marchew
żeby nie pociągały za palec wskazujący
chwytaliśmy kijanki bo udawały żaby
kiedy leciał aeroplan padaliśmy plackiem
wiedzieliśmy czemu pani Małecka płacze
że bolszewicy zabili jej narzeczonego
że czerwone gile odlatują na wiosnę
a przylatują znów na zimę
znaliśmy też bolesną prawdę
że pszczoły nie gryzą tylko żądlą
że mirta stoi w oknie bo czeka na swatów
że paproć świętojańska kwitnie o północy

tylko jednego nie mogliśmy wiedzieć
że potem już w życiu nigdy
się nie spotkamy


Wciąż nie wiem

Tyle lat przylgnęło do mych pleców
jak jemioła do topoli
jak twarda huba do brzozy
a ja wciąż nie wiem
jak oddzielić miłość od łez
radość od zwątpienia
czekanie od niecierpliwości
czy można ze szczęścia płakać
a od zmartwienia osiwieć
całować i nie zamykać oczu
jak pisać listy bez wzruszeń
i kochać bez wzajemności

osiwieć to jeszcze za mało
aby o tym wiedzieć
Michał Mędlewski STACJONATA bdbŚciana gniewu - Michał Mędlewski 
OGIEŃ Z NIEBA MICHAŁ MĘDLEWSKI

Batalion ON "Nakło"

Batalion rozpoczął wojnę w składzie 15 Dywizji Piechoty. Wraz z 3/59 pp oraz baterią 15 pal obsadzał południowy brzeg Noteci i Kanału Bydgoskiego i utrzymywał łączność z 26 DP z Armii "Poznań". 4 września od rana artyleria niemiecka ostrzeliwała pozycje batalionu. Wieczorem batalion wycofał się z dotychczasowych pozycji i przeszedł do odwodu 15 DP. 9 września batalion (wraz z batalionem ON "Bydgoszcz") zajął stanowiska w majątku Falborek i w rejonie cukrowni w Brześciu Kujawskim, stale pozostając w odwodzie dywizji. 12 września batalion wspierany przez 61 pp, I dywizjon 15 pal i 15 dac walczył z dwoma pułkami niemieckiej 208 Dywizji Piechoty w rejonie miejscowości Boniewo i Szczytno, zadając nieprzyjacielowi ciężkie straty. Następnie na rozkaz gen. Tokarzewskiego batalion utworzył wraz z batalionem ON "Bydgoszcz", 62 pp i II dyonem 15 pal Oddział Wydzielony na zachód od m. Kowal. OW miał stanowić osłonę południowego skrzydła 27 Dywizji Piechoty. 14 września batalion przybył do rejonu m. Gąbin. Miał tam osłaniać (wraz z 62 pp i 1/15 pal) uderzenie 59 pp na Dobrzyków.

Obsada personalna:

dowódca - mjr Józef Parczyński
adiutant - ppor. Michał Mędlewski

Do zobaczenia. Pozdrów Helenkę.

czwartek, 21 czerwca 2012

In-spe(a)ero


Jak się odwijasz nawet
Wirujesz piórkiem ponad zielonym
Czasem żółtym albo nieskończenie
Kolorowym tylko nie zatrzymasz
Przewijasz film urwany w połowie aby
Ratować rzeczy i żeby myślała
Bo to normalne kochana

A pomyśl
Na ławce i czeka
A ty jak liść do ziemi po samo
Jej magneticum i palisz się
Tak zwykle pomarańcze albo róże


Czarowałbym gdybym mógł
Zawołałbym do samego Niego
Odwróciłbym znaczenia
Może coś by to dało

Pachnie lawendą
Ciepły kamień unosi
Wstyd Syzyfa a gdyby
Nawet chciał nie lżejszy
Niż wszystko to co
Pamięta

Nie ma czasu
Zielone bliżej zdaje się
A żółte lub inne mniej
Pamiętać nie będzie chyba

Mchem zarośnie reszta zapisana
W języku którego jutro nikt już nie zaśpiewa.






środa, 6 czerwca 2012

Brejking borders

Z perspektywy Anioła lecisz i w sposób absolutnie nieskończony jesteś w raju.
W raju samouwielbienia. I nie ma czasu ze względu na okoliczności, mysleć, że komuś tam niżej gacie mokną ze strachu o Ciebie.
Że gdybybyś nie zdążył się odwinąć, to kto wyniesie śmieci albo zrobi Jej śniadanie ?
Albo gorzej, gdyby Ziemia okazała się twardsza od kręgosłupa ale nie na tyle by Cię wchłonąć na forever.
Albo czy zdąrzysz jej powiedzieć, że pranie, które akurat tego dnia zrobiłeś, tzreba wyjąć z pralki.
Albo, że tysiąc innych rzeczy od pokrojenia rano chleba po wieczorną herbatę ma robić sama.
Albo, że dzisiaj w łóżku po lewej stronie zasiądzie na zawsze Antarktyda z tysiącami pingwinów samotności i białych niedźwiedzi smutku.
Myślałeś kiedyś o tym ? Myślałeś samolubny pieprzony bohaterze ?
Czy lotniarz Angol, który na skałach Teby zostawił w mojej obecności  połowę mózgu a którego uśmiech widziałem 15 sekund wcześniej pomyślał, że następnego 5oclock'a nie będzie już nigdy ?
I czy myślał co będzie czuła jego filiżanka i łyżeczka trzy dni później, gdy w szpitalu w Alicante ogłoszą jego wieczne niedoherbacienie.
Rzeczy zwykłe to nie przedmiot Twoich podniebnych wzruszeń.
Chmura, pod którą lecisz bez względu na jej charakter zawsze rozpływa się w atmosferycznym niebycie.  Roztocza w Twoim dywanie, niedomyta filiżanka lub pingwiny i białe niedźwiedzie zostają same. Bez planu co dalej.
A Ty bohaterze lądujesz i tylko nie wiesz, że jako następnemu  znowu udało się oszukać Komitet Kolejkowy.
Komitet Kolejkowy do NeverLandu.



wtorek, 5 czerwca 2012

Rodrigo albo jakośtam

Bylim w Barze DiegioTe, Algodonales, Hiszpania. Pomiędzy zdjęciami tysiąca Torreadores i Byków, którzy pomiędzy sobą stoczyli śmiertelną walkę.
Wokół nas kilku gości miejscowych rozpamiętujących bieżące wydarzenia i ostatni mecz Realu.
I on. Młody facet , z wyglądu lat około 50 ( z wyglądu !!!!), żona, czworo dzieci, praca i codzienny rytuał z winem i Calvados. Paralotniarz. A w każdym razie próbował nim zostać.
Pozostało mu z tych chęci złamane udo w 3 miejscach i niespożyta chęć rozmawiania o lataniu.
Po hiszpańsku/angielsku.
Kocham Andaluzię za jej absolutnie bezwzględną chęć przeżycia.
Bo całą jej historia to walka ludzi z skałami, piachem, słońcem albo wcześniej Arabami lub Francuzami.
A kiedy siedzisz w DiegoTe rozumiesz to wszystko bardziej.
P>S> KObiety ta raczej źle widziane - w każdym razie, gdy są - Diego nie podaje kasznki z miejscowych PIGS.



czwartek, 31 maja 2012

WIErzYĆ

Czwarty raz w Andaluzji. Czwarty raz zabity nie przez wiatr ino przez flamenco. I wino RIOJA.
Swiaty równoległe. Istnieją ?
Muzycznie for siur. Wychowani w stylistyce muzyki rock, u której źródeł blues zaległ w 90 percents, nie wyobrażamy sobie by latać poza obszarem oktaw, metryki klasycznej albo w skrócie Cdur Amol Fdur Gdur czasami z innymi pobocznościami..
A kiedy jesteś w Algodonales, to wszystko sypie się w pył. Kolano nie wybija rytmu, liczenie na 3y lub 4ry nie wróży powodzenia u Lejdis więc co ?
Ratunek is łan ent only. Goł to de Diego Bar,order RIOJA, be alone in front of ściana z torreadores, najlepiej w dzień powszedni i......LISN TO....
Zaczną ci opowiadać o swoich historiach, kobietach, niespełnionych snach i wszystkich innych.
Oczywiście nie zrozumiesz ich. Ale jeśli pamiętasz melodię, ich słowa zaczną układać się w coś co zacznie z kolanem rezonować tak, jakbyście znali się od dziecka.
Jedni mówią, że to DUCH, ale ja wiem, że to BÓG.
BÓG flamenco.

wtorek, 29 maja 2012

MIAŁA

....na imię Małgorzata i wcale nie była największą miłością mojego życia. Był rok 1976 albo 77 - siódma klasa szkoły podstawowej.
Nawet dokładnie nie pamiętam dlaczego serce mi pękło akurat dla niej. Gdyby pękło 15 lat później pewnie byłoby jasne.
Ale wtedy....?
Miałem (skąd?), może mi dała (?) jej zdjęcie na plaży, w spodniach z podwiniętymi nogawkami a z tyłu szła taka jakaś gruba baba.
I w ogóle nie wiem ile to trwało ale na pewno pamiętam jedną rzecz.
Siedzę wieczorem przy swoim biurku, mam zapaloną lampkę, patrzę na zdjęcie i serce mi pęka. A tej totalnej destrukcji organów wewnętrznych towarzyszy słuchane po setkrotność to:



Tak mi się przypomniało, po obejrzeniu filmu dokumentalnego p.t. IT MIGHT TO GET LOUD ( Może być głośno) z J. Page'em, The Edge'm i J. White'm. Czyli ikonami gitary lat 70, 80 i najnowszych.
I ciągle zadaje sobie pytanie, jak słuchając takiej muzyki (Led Zeppelin) w wieku 13-14 lat mogliśmy wyrosnąć na normalnych ludzi.
I jeszcze jeden wniosek. Jeżeli dane Wam będzie obejrzeć IT MIGHT TO GET LOUD, zobaczycie jaka przepaść intelektualna i kulturowa dzieli STARYCH MISTRZÓW (j. page) od reszty ikon pop-kultury lat 80 i najnowszych. GALAKTYKA !!!!!!!

P>S> Na razie nie latam, bo budujem next knajpe.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Albowiem and Azaliż

Znowu Art. Ja nie wiem, czy łynego diabli niosą czy łynego w spamie umieścić, ale sprawiedliwości trzeba oddać honor. A zatem ARTu w sposób bezapelacyjnie perfekcyjny wziął i wyregulował mi speeda na drzewie oliwnym w Hiszpanii. Drzewo oliwne jak wiadomo ma w kulturze śródziemnomorskiej znaczenie magiczne, tudzież okoliczność regulacji w takim otoczeniu wywarła na mnie i skrzydle wrażenie piorunujące. Wywiozłem byłem zatem DUPĘ SWOJĄ w całości co nie wszystkim udało się było tedy. (GOOGLE: Accident english pilot Teby 2012). Abstrahując od sabdzektu, jest to jedną z największych tajemnic ludzkości, dlaczego ono drzewo postanowił był PAN BÓG akurat zasadzić w i tak przyjaznym srodowisku krajów śródziemnomorskich. Bo analizując rzecz praktycznie, jest to rodzaj flory, który równie dobrze mógłby rosnąć na Grenlandii, Antarktydzie, czy w praPUSZCZY SŁOWIAŃSKIEJ, gdyby tylko w jego pra-genetycznym kodzie taką możliwość dopuszczono. NO widać nie dopuszczono więc smażym u nas wszystko na rakotwórczym oleju rzepakowym, na temat którego nawet żródła historyczne dotyczące kurestwa wszelakiego onego, milczą jak zklęte. Tfu !!!! Wracam więc do Arta. Był napisał, że jutro latamy wew Chłapowie. Wszystko było już zaplanowane. Odpoczynek, jazda by bicycle around 3m, resting etc. No ale na taki alert trudno nie odpowiadać. Tedy jedziem DOMANI na WŁadek i wszystko wyglada na to, że polatamy. "Wstawamy" o 6.00 zabieramy ARTa i fruuuu. Omijamy platformerskie radary, których z 50 powstało od roku 2008 na trasie na Hel, mamy je generalnie jak i TUJA CHUSKA sopocką miernotę w głębokim nie-poważaniu i dobywamy klifu krawędzi. Zapowiada się tempting a jak było przedfstawim lejter. DOTYCHCZAS latem było tak:
UWAGA: Moje długie poszukiwania kulinarno-somelierskie doprowdziły do wielkiego odkrycia. Otóż OLIWA EXTRA VIRGIN dodana do jakiegokolwiek alkoholu powoduje jego absolutną akceptację przez ORGANIZM, wybitnie skracając SYNDROM DNIA NASTEPNEGO, bez wpływu na smakowe doznania przyjmowania onego. I taką też miksturę posiadać będę DOMANI = JACK DANIELS + Oliva Ekstra Virgin. Kto zdąży i ma ochotę is INVITED.

czwartek, 8 marca 2012

Nowy teledysk



Kontynuując andaluzyjskie przygotowania do kolejnej eksploracji zamieszczam drugi spot AMIGOS DE LA CHOZA, których odnalezienie jest dla mnie absolutnym priorytetem.

Jeżeli ktoś ma namiary na nich w Algodonales, to prosze o kontakt.

środa, 7 marca 2012

Amigos de la choza .


CZyli: Przyjaciele z Szałasu.
Jak można było być w Algodonales już trzy razy i nie spotkać tych gości ???
Pewnie, jeśli się nie szuka to się nie znajduje. Z youtuba chyba wiem, gdzie jest ta ich chata-szałas.
Muszę ich poszukać. Oj będzie impreza. No i prawdziwe, korzenne, autentyczne flamenco.
Jeżeli wejdziecie na youtuba i wpiszecie AMIGOS DE LA CHOZA to wyskoczy Wam parę filmów.
Ja w każdym razie wyruszam na poszukiwania i obiecuję relację filmową z tego spotkania.
NO goście są po prostu niesamowici. !!!!!!

niedziela, 4 marca 2012

Pojaszczembilim* again

*Jaszczembia Gura - zwrot używany przez Bronisława "Bul" Komorowskiego,na określenie miasta na Morzem Bałtyckim. Podobno odwiedził tu kiedyś Wisławę Czymborską.
Zostawmy jednak ułomnych, niech nie przestają się leczyć.
Do rzeczy więc.

Udało się powitać wiosnę nad morzem. Północny wiatr zapowiadał się od kilku dni, więc nerwowość dała się odczuć wsród wielu. Telefony, maile,jedziesz-nie jedziesz ?
W sobote rano pobudka 6.45, yerba-mate na start, zejście do garażu start i......dupa czyli ofensywa legislacyjna sopockiej miernoty czyli akumulator po przeżyciu czterech zim wyzionął ducha akurat w pierwszy słoneczny dzień.
Szybkie więc podróże po nowy i......o 11.30 stałęm na klifie, napotykając wylatanych już częsciowo przedstawicieli gatunku Homo Erectus Volarus* - określenie moje łacińsko/włoskie (VOLARE -wł. LATAĆ).
Wygladają oni tak:


Po nieskomplikowanej części przygotowawczej udałem się tropem mojego Anioła Stróża w powietrze.
Na życzenie ARTa wykonałem najpierw kilka lanserskich zdjęć z jego udziałem oraz kilku innych przedsatwicieli gatunku w tym, jednego płci słabszej (niebieski.)



Następnie postanowiłem udać się drogą powietrzną w kierunku hotelu FALEZA.


W końcu to piękne miejsce i tak jakby granica noszeń przy wietrze N.
N- jak niestety !!!!
Odrywając oko od okienka aparatu poczułem się jakoś dziwnie.
Szybka analiza współrzędnych pozwoliła mi na zidentyfikowanie przyczyny.
LECIAŁEM DO TYŁU !!!! Czyli, abstrahując, że to trochę niebezpieczne (acz ciekawe !) nijak się to miało do tego, jak chciałem ten piękny dzień spędzić.
No to co - jasne SPEED. Pełna bela, bloczki razem. Dupa - jestem nad jastrzębską szosą, czyli cały czas do tyłu. Przewieszam się przez taśmy, wiszę do przodu jak Małysz Adam w swoich najlepszych czasach - dupa. Jestem nad szkołą.
Pozostało więc tylko jedno. Kita-zakręt w lewo i szukam czegoś miękkiego w okolicy.
Przez rotorek przemknąłem niczym błyskawica. Skrzydło dostało tak jakby małej czkawki, coś tam furkotnęło po prawej, jednak tym razem "ciśnienie w komorach pokonało kowadło, które waliło od góry". UFFF !
Doleciałem na jakieś tam brzózki i z ulgą zauważyłem, że kłaniają się Światu plecami do klifu. Obok dwie małe łączki więc DUPA CAŁA.
Układ pilot-skrzydło po przewianiu wygląda tak:


Nie wiem jak Boga kocham co to było. Czy jakieś lokalne podkręcenie siły wiatru, czy jakaś inna kombinacja termiki, żagla, bryzy i Diabła. Pies go trącał.
Wystarczy, że po powrocie na startowisko zastałem sielankę, pełen luzik i latanko.

Aniele Stróżu Mój - dziękuję.

sobota, 3 marca 2012

Jadymy na jeszczembiom !!!!

Jutro ma być rozwarcie na prawie caly dzień. No więc jadymy kto żyw i kto rano wstać będzię umiał,
A antycypując wydarzenia (uwaga lemingi: antycypować=TRUDNE SŁOWO), w Jaszczembiej lata się tak:

Dżołkin of kors :-))
JUtro wrzucę pewnie jakieś pikczers z latania.
Bis Morgen Libe Frojnde in Flige.

piątek, 24 lutego 2012

Łel, Łel, łel ....

A nju spring is ante portas. For ewri łon of paraglajders it mins ted hot sizons is camink. Termals start to saks iwen łen ju dont fil it in flajt.
Bat ter is łon sink det ju ken not mising.
Anbiliwibl sens of start tu dżernej. Spajn , Italy, Algodonales, Norma started to sak maj body and sołl.
Oł ju mazafaka. Tiket is buked. Albergo tu. Nasing mor rimejns det flaj ałaj.

End:

I fell into the ocean
When you became my wife
I risked it all aganist the sea
To have a better life
Marie you're the wild blue sky
And men do foolish things
You turn kings into beggars
And beggars into kings

Pretend that you owe me nothing
And all the world is green
We can bring back the old days again
And all the world is green

The fase forgives the mirror
The worm forgives the plow
The questions begs the answer
Can you forgive me somehow
Maybe when our story's over
We'll go where it's always spring
The band is playing our song again
And all the world is green

Pretend that you owe me nothing
And all the world is green
We can bring back the old days again
And all the world is green

The moon is yellow silver
Oh the things that summer brings
It's a love you'd kill for
And all the world is green

He is balancing a diamond
On a blade of grass
The dew will settle on our grave(s)
When all the world is green

End sejing presajzli łont to sej:
http://youtu.be/_M3LglZgU5o

Łał łot de faking acziwment.
Mejby aj suwajf majby not.
Rjoha kips maj lajf yn her hends.
Low Spajn Low Itali Low flajin
Low Ju.
Hałewer haj Aj Em.

piątek, 17 lutego 2012

Paraglidng Valentine's Dzień


Oto nadszedł najbardziej durny i idiotyczny dzień w roku - 14 luty, od kilku lat absolutnie wymagający od każdego wyrażenia swych uczuć w sposób jak najbardziej widoczny dla innych.
No może jeszcze tylko 8 marca mógłby stanąć w konkury.
Przeto postanowiłem uczcić GO tak jak na to zasługuje i zmontować filmik, do którego materiał napstrykałem jesienią w Bassano (IT)siedząc wraz z ParaYasiem w loży szyderców na skraju lądowiska.
Film w zamiarze miał być głęboko filozoficzny z lekką nutką dydaktyzmu dialektycznego.
W pierwszej chwili miał nosić tytuł WAŁĘSA, ale ponieważ jakiś prowincjonalny reżyser o nazwisku Wajda już go zarezerwował, więc odpuściłem.
Potem kolega podpowiedział mi abym go nazwał TUSK "w" BRUKSELI, niestety ostatnie wydarzenia na wiadukcie w Gdańsku każą zachować czujność.
Niech więc zostanie jak jest.

wtorek, 7 lutego 2012

Veni, vidi. Con amore.



Pażdziernik 2011, Norma, Włochy. Starożytna Norba, odsłaniana co rok bardziej przez włoskich archeologów, deptana co rok przez tysiące paralotniarzy.
Przybywam tam sam z Bassano. Lokuje się w Villa Cardinale i o 10 rano jestem już w powietrzu. Też sam. Nad całym starożytnym miastem z jego Światynią, Termami, ulicami, murami obronnymi. Zaraz obok (w skali lotniczej) - średniowieczna Norma, zbudowana nad urwiskiem w taki sposób, że tylko litry czerwonego wina mogły ponieść ludzi do osiedlenia się na skrawku skały.
Ale Accient Norba- ta z czasw Imperium Romanum- fascynuje bardziej.
Przypomina się wszystko to, o czym czytałem w czasach studenckich poznając archeologię starożytną. Tylko, że dzisiaj wszystko ma inny wymiar. Mury obronne to klif, gdzie noszenia są najlepsze, plateau miasta to nieskończone noszenia w górę przyprawiające o bolesny ścisk organów, a kurhanowe cmentarzysko to miejsce do lądowania = ja akurat baczę by zmieścić się pomiędzy mogiłami.
400 m n.p.m. z widokiem na Morze Srodziemne. Przelot do Sermonety, z tyłu Bassiano w oddali za skałami Monte Cassino.
No i weź tu bądź człowieku racjonalnie uważny w czasie lotu !!!!
Potem na Rynku najlepsza pizza świata.
"Mammaaaaaa il Polacco vuole mangiaaaaaaare !!!!!!"
Vengo da te. Arrivederci Norma.

piątek, 30 grudnia 2011

Wspomnienia z teraźniejszości !!!!



Możesz sobie wyobrazić, że w 7-8 klasie szkoły podstawowej tańczyliśmy z dziewczynami, z którymi chcieliśmy spędzić resztę życia - - tą właśnie piosenke. Yes !!!
I było jeszcze Epitaph King Crimson.
Ale YES w kontekście latanie, wszystkiego tego co czuję, wydaję się idealnym dopełnieniem.
Ostatnie solo gitarowe ?
Lrcisz i wariujesz z zachwytu
BOisz się ale przecież im wyżej tym bezpieczniej
Opadasz i czujesz
Że żyjesz.

niedziela, 6 listopada 2011

Andalusia remanentos - part1

Autobus Almunecar - Alicante. Prawie 700 km drogi, 19 euro bilet, dwa przystanki po drodze w knajpach. W związku z tym, że w knajpach, odległość wbrew zasadom fizyki klasycznej nie powinna się zmieniać. A jednak. Jakoś tak co bar, to łatwiej i przyjemniej. W jednym z tych barów zresztą przegapiłem okazję życia. Albowiem zajmował się tam staniem, stojak z płytami flamenco po 6 euro sztuka. Zestaw muzyczny był chyba sprzed lat co najmniej 5-6. Niestety stojak był zamykany na klucz a klucza w barze nikt znaleźć nie potrafił. No i tak płyty Cameron de la Isla, Paco de Lucia i innych nie stały się moją własnością.
Autobus ruszył, wziął ostry zakręt i coś nagle zachrobotało i spadło pomiędzy rzędy foteli. Patrzę - a tam na dole leży siwa kupa włosów przyczepiona do zestawu fossiliów czyli kości, czyli ni mniej ni więcej tylko hiszpańska babcia w wieku około lat, zdradzająca wyglądem, że Generał Franco mógł być jej młodszym bratem.
Jako więc URODZONY Gentelman rzuciłem się na ratunek babci. Udało się !!! Babcia przeżyła i zostałem do końca podróży Local Hero, o czym świadczyły hiszpańskie komentarze, których nie kaman, ale ruchy głową odbywały się w moim kierunku bezapelacyjnie. Najpiękniejsza była jednak nagroda, którą dostałem od uratowanej starszej siostry Generała Franco.
Otóż przez następną godzinę miałem okazję wysłuchać jej historię życia zawierającą jak mniemam wszystkie sukcesy i porażki życiowe, zawodowe, miłosne itp.
Babcia trajkotała jak poparzona, ja odpowiadałem tylko uprzejmym potakiem głowy i od czasu do czasu śmiechem, kiedy i ona się śmiała. Po godzinie Babcia wyszła, ja powiedziałem Asta la vista i pozostałem w autobusie Transporto Publico de Andalusia z postanowieniem poznania podstaw języka hiszpańskiego jak szybko się da.
Amen

czwartek, 27 października 2011

Last info before I'll get back


I'm seating in de calkowicie english bar, absolutnie sam, drinking 4th szklanka of Guinness, among angielscy emeryci i sex turysci - Spain.

Bar is situated na wybrzeżu Morza Sródziemnego w Alicante. And so what ? Jak mawiał Miles Davies. No i nic. Osiągnąłem my personal stand of thinkig. I want, I really want to wrócić na chwilę do Black Tusk Ass, sprzedac wszystko and to settle gdzies w cieplych krajach. Nie zamierzam życ w kraju, który morduje swojego PREZYDENTA, bo w takim razie nie mam żadnej pewności, że TO GÓWNO SOPOCKIE nie zamorduje MNIE.
Od miesiąca rozglądam się dookoła. And I loved it all.
Proste zasady, kurwa to kurwa, chuj to chuj and no one of them nie wstydzi się tego co robi.
A u nas - nawet doktor nauk to kurwa, a kurwa to doktor nauk. I am not to much flexible to akceptowac taki stan of affairs. Wszystkie polish kurwy - cielesne, moralne - kiss my ass.
Greetings from Neverending Nowhere.

piątek, 21 października 2011

On the road.

Gdansk, Bassano, Norma, Sewilla, Algodonales, Granada, Sierra Nevada, Almunecar, Herradura, Alicante. Wyruszylem sam, w droge, 9 pazdziernika. Jedyne co jest pewne to wylot z Alicante 29 pazdzienika.
Latalem juz przez tydzien w Bassano, potem sam, pociagiem przez Padwe i Rzym pojechalem na trzy dni do Normy. Ekscytujące przeżycie nie znać nikogo, poznawac ludzi, przyjmowac ich goscinnosc i szacunek dla latania, smakowac espresso zmagac sie z samotnoscia, walczyc z termiką dziką, wlasnym szacunkiem dla niepoznanego i tym dziwnym uczuciem kiedy stoję na krawedzi Normy i powietrze jest puste. I tylko Anioły Stróże czekające na swoich petentów. Ale ich nie widać przecież.
Albo spoglądam na ruiny starożytnej Norby odkrywane co rok bardziej. I słyszę ten świst uwalnianych spod ziemi myśli, pragnień, zadziwień albo tego wszystkiego o czym myślał Antonino przygnany tutaj na zbocze dziwnymi zbiegami histori.
A może to jego stany swiadomości powoduja, że latam wysoko i turbulętnie ???
Dzisiaj tylko tyle. Z Algodonales. Z Hiszpanii. Na gorąco. Przyjdzie czas na uporządkowanie wszystkiego. Asta la vista !!!

piątek, 23 września 2011

Smells like Andalusia !!!!!!!!!!


Nostalgias Lyrics
Diego el Cigala

Quiero emborrachar mi corazón
para apagar un loco amor
que más que amor es un sufrir...
Y aquí vengo para eso,
a borrar antiguos besos
en los besos de otras bocas...
Si su amor fue "flor de un día"
¿porqué causa es siempre mía
esa cruel preocupación?
Quiero por los dos la copa alzar
para olvidar mi obstinación
y más la vuelvo a recordar.

Nostalgias
de escuchar su risa loca
y sentir junto a mi boca
como un fuego su respiración.
Angustia
de sentirme abandonado
y pensar que otro a su lado
pronto... pronto le hablará de amor...
¡Hermano!
Yo no quiero rebajarme,
ni pedirle, ni llorarle,
ni decirle que no puedo más vivir...
Desde mi triste soledad veré caer
las rosas muertas de mi juventud.

Gime, bandoneón, tu tango gris,
quizá a ti te hiera igual
algún amor sentimental...
Llora mi alma de fantoche
sola y triste en esta noche,
noche negra y sin estrellas...
Si las copas traen consuelo
aquí estoy con mi desvelo
para ahogarlo de una vez...
Quiero emborrachar al corazón
para después poder brindar
"por los fracasos del amor"...

I tylko i aż tyle.

czwartek, 8 września 2011

Poleć a zrozumiesz. Oby.....


Że chmury to tylko skondensowane szwadrony myśli
Wszystkich złych a białych dla niepoznaki przed
Aniołami -Stróżami
Że patkom dane dłuższe słońce a czasem
Nawet takie że nie starczy by lecieć
Póki ono żyje bo wieczne
Jest jak najdłuższe pragnienie kochania
Albo kiedy wypełnia zapach wszystko
Którego nie sposób dojrzeć bo dla nas
Ukryli Anieli abyśmy per aspera ad astra albo dalej jeszcze
I zobacz jak wielkie jest małe a ten
Który najważniejszy ośmiela się być ginie
Pomiędzy wszystkim do czego szacunku nie starcza
Bo ledwo rozumie swoje małe bez-przestrzenie
A gdy Ikara myśli wyprzedzi czasem to może
Och - dajże mu - niech zdziwienie przerasta to
Czego nawet o!patrzeć nie pojmie
A dajże mu życia tyle ile
Chce albo ile
Zasługuje w pysze swojej bo
Żeby tak z Aniołami w konkury
Chodzić ????
A gdybym kiedyś zapomniał
Że to wszystko dzięki Tobie
Panie - wybacz !!!!!

Albo