sobota, 28 lutego 2009

Zanim padnę jak mucha.......z zimna,



Będę się streszczał - z zimna.
Przeleciałem zaplanowany trójkąt. Wszędzie pełno błota a dookoła wygląda (z góry) jak po powodzi.
Zdjęć nie będzie, bo aparat postanowił przed startem zaliczyć kurs nurkowy PADI.
Teraz on się suszy, a ja cichutko, w kąciku umieram z zimna.
W załączeniu track lotu.
"I am prszivatttt dancer, dancer for money..........."- wtajemniczeni w Madagaskar 2 wiedzą o co chodzi :-))

niedziela, 22 lutego 2009

Dobrze i tak



Plany były trochę inne. Chciałem w końcu pokonać trójkąt Chojnice-Czersk-Tuchola.
I wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Słoneczko miodzio, wiatr słabiutki, sprzęt przygotowany. Niestety pokonała mnie temperatura. Gdzieś nad Rytlem byłem już taki zziębnięty, że potrzebna była szybka korekta planów. Zakręciłem w stronę Tucholi, ale pod wiatr było jeszcze gorzej. We mgle zamajaczył Raciąż i nad nim zakręt i fruuu do miejsca startu. Leciałem trochę z bocznym słońcem.Udało się trochę odtajeć - przynajmniej dłoniom. Ciekawie też było z innego powodu. Mgła przykrywała horyzont i widoczne zawsze miejscowości i znaki szczególne terenu były niewidoczne. Leciałem więc z nosem w ekranie GPS-a. W końcu wyłoniły się Chojnice, zrobiło się cieplej (na duszy)i lądowanko na zmarzniętej tafli Jeziora Charzykowskiego. Ufff !!!! Topniałem do nocy !!!!!!!
A tu parę zdjęć z przelotu.

środa, 18 lutego 2009

Zamarznięte jeziora, gorące głowy i grube kalesony

No, w tytule zawarłem wszystko.
Forma jakże oszczędna, treści całe tony.
W załączenie film. video

wtorek, 17 lutego 2009

Remanent 2008

Siedzę i próbuję się podleczyć. Robię więc małe remanenty.
Ot takie coś znalazłem. Napisałem to by nieść kaganek łoświaty.
Ku pamięci !!!!!!

Artykuł z portalu Chojnice24.pl. Link na końcu.

Z perspektywy anioła


Andrzej Pankowski - paralotniarz z Chojnic opowiada nam o swojej pasji... W portalu pojawiały się już fotografie autorstwa Andrzeja Pankowskiego, dziś możemy obejrzeć również filmy. Zobacz jak wygląda obwodnica z lotu ptaka - zdjęcia z 2 kwietnia.


Tak zaczynałem
Paralotniarstwo to najtańszy i najprostszy sposób na realizację marzeń o lataniu. Moja pasja wzięła się z całkowitego przypadku, lub jak kto woli, z Bożego natchnienia. Pewnego dnia kolega pokazał mi zdjęcie paralotniarza unoszącego się nad jedną z beskidzkich górek. Patrzyłem na to zdjęcie jak zahipnotyzowany i natychmiast zdecydowałem, że też muszę spróbować. Jakaś tajemnicza siła spowodowała, że za 3 tygodnie byłem w Szczyrku na kursie. I w ten właśnie sposób, od roku 2003, latanie jest moją wielką pasją.

Skąd wzięło się paralotniarstwo?
To bardzo młody sport, który narodził się w Alpach Francuskich w latach 80-tych XX wieku, czyli (tak, tak !!!) jakieś 30 lat temu z... lenistwa. Po prostu alpiniści, zdobywając szczyty mieli dosyć mozolnego schodzenia. Zabrali więc ze sobą zwykły spadochron i po zdobyciu góry sfrunęli nim w dolinę. Jeden z pierwszych udokumentowanych na taśmie filmowej zlotów, pochodzący z roku 1985 można obejrzeć w serwisie Youtube. Potem poszło już błyskawicznie, a w ciągu następnych 20 lat, sport ten stał się pasją dziesiątków tysięcy ludzi na całym świecie.

Dla każdego coś miłego
Dzisiaj paralotniarstwo ma wiele odmian, bo ludzie, realizując swoje marzenia o lataniu ulepszali konstrukcje skrzydeł i wymyślali kolejne innowacje. Aby uprawiać ten sport, nie trzeba mieszkać już w górach. Latamy za wyciągarką, z silnikiem, są i tacy, dla których wykonywanie akrobacji to esencja latania. Więcej możecie zobaczyć odwiedzając serwis youtube, wpisując w wyszukiwarkę hasła: "Borsk – o lataniu za wyciągarką", "PPG Polska – o lataniu z napędami", "Paralotnie lub paragliding – o lataniu swobodnym". Aby zdobyć podstawową wiedzę fachową polecam serwisy: www.kamil.paralotnie.pl, stronę polskiego producenta paralotni: www.dudek.com.pl lub młody, polski serwis poświęcony akrobacjom www.flyordie.info

Z perspektywy anioła
Nie wiem, kiedy Pan Bóg postanowił, że ludzie nie będą mieli skrzydeł. Musiał chyba jednak trochę eksperymentować na początku... musiał się trochę wahać. I chyba nie do końca z ludzkiego umysłu wymazać ślady tych doświadczeń. Bo jak inaczej wytłumaczyć tą wieczną tęsknotę człowieka do latania, która zaprzecza przecież ustalonemu porządkowi rzeczy. A może my, ludzie którzy latają, jesteśmy wybrani przez Niego, by świadczyć przed resztą, że istnieje lepszy i piękniejszy świat, że istnieje wieczny błękit, którego nie trzeba się bać? Ten inny wymiar świata, nie zaczyna się hen wśród gwiazd ale już jakieś 200 metrów nad ziemią. Z tej wysokości Ziemia jest inna, wszystko nabiera harmonii i kolorów. 300 – 500 metrów wyżej to strefa zapachów, które On ukrył przed nami za cały ten bałagan, który sobie sprawiliśmy na ziemi. I największe zaskoczenie – z wysokości 1800 metrów, nie widać nas, ludzi. Zupełnie tak, jakby On, w obawie przed kruchością swojego stworzenia, chciał nas ukryć we wszechświecie.

http://www.chojnice24.pl/1-2784-z_perspektywy_aniola.html

poniedziałek, 16 lutego 2009

Zimowa Orgia Crazy People


To co się dzisiaj działo nad Jeziorem Charzykowskim, na nim i wokoło przechodzi ludzkie pojęcie.
Dziesiątki ludzi pozytywnie trzepniętych śmigało po lodzie obok siebie w zgodzie i z szacunkiem na:
bojerach jedno i dwu osobowych, przerobionych łódkach żaglowych i wędkarskich, łyżwo-szybowcach, moto-sankach, moto-nartach, paralotniach i snow-kite'ach.
Padam na pysk.
Na zdjęciach odpowiednio:
Ja i zwykłe nudne latanie, ja i moto-narty, Tomek i moto-sanki, Robert i Jantar MB



czwartek, 12 lutego 2009

W mgiełce z wiosną


Ale pachnie w powietrzuuuuuuu. Chociaż sypnęło ostatnio, nie da się ukryć że nadchodzi siostra Wiosna.
Dziwnie było, bo jak wchodziliśmy z Tomkiem do januszowego hangaru, nic nie zapowiadało latania. Mgła od wysokości oczu do nieskończoności. No to zaczęliśmy grzebać przy moim SNAP-ie.
Pogrzebaliśmy z godzinkę, wychodzimy na zewnątrz a tu.....ło Matko Boska !!!!!
Błękitne niebo, słońce świeci jakby chciało nadrobić stracony czas, cieplutko, milutko, jak w raju. Nawet moje zapalenie płuc zwinęło się w kłębek.
No i znowu trzeba było latać !!!!!!
Można było nawet bez rękawiczek, w mordkę grzało, śmigło dawało czadu, pachniało dookoła ciepłą ziemią. Nawet kuzynka termiczka, ziewając jeszcze jakby się budzić chciała. I tylko jeszcze białe płaty śniegu gdzieniegdzie przypominały, że to 7 luty.
Po godzince latania powrót do Nakła, morda szczęśliwa i tyle. Do następnego !!!!!