Najpierw 4 godziny smażenia się na klifie i ciągłe mierzenie siły wiatru by wyczuć "trynd". ICM przeszedł sam siebie, pomylił się o 4m/s. Miało być 7, wiało 3. No więc siedzieliśmy jak śledzie i patrzyliśmy na tandemowe loty Czarnego na PPG. Na skrzydle mial napis LOTY PARALOTNIĄ i numer telefonu.
Tomek postanowił, że następny raz jak przyjedziemy to zrobi Czarnemu konkurencje. Przyjedzie ze skrzydłem, na którym będzie napisane: OPOWIADANIE O LATANIU. W ten sposób czas oczekiwania nam sie skróci, zarobimy trochę kasy a i może jakąś opaloną, kształtną znajomość się nawiąże ?????
Po 4 godzinach nadszedł warun, dmuchnęło ok. 5 m/s i już byliśmy w górze.
I tak przez dwie godziny patrzyliśmy stamtąd, jak nielotna część społeczeństwa nabawia się raka skóry. Potem wskazówka doszła do prawie 9, od latania na speedzie puchły nogi, lądowanie na uszach i do domu.
Aha, byłbym zapomniał: przy parkingu jest taka buda z wędzonymi rybami. Pyyyyyyyyyyyyyyyychaaaaaaaaaaaaaaaaaa.
Do domu wróciłem chory z obżarstwa.